Największe "niespodzianki" przygotowań do ślubu.

Co może Cię zaskoczyć w trakcie przygotowań do ślubu?

#Planowanie wesela

Nawet najlepsze przygotowania nie uchronią Cię całkiem przed niespodziewanymi zmianami kursu. Kilka rzeczy prawdopodobnie bardzo Cię zaskoczy - czasami będą to niespodzianki bardzo miłe, a czasem niestety coś pójdzie zupełnie nie tak, jak się tego spodziewałaś. Oto najbardziej zaskakujące wnioski z przygotowań do ślubu, które powinnaś znać zanim zaczniesz organizować własny ślub i wesele.

Wyprawienie zwykłego wesela zajmuje dokładnie tyle samo czasu co nawet najwymyślniejszego.

Czy zamówisz zaproszenia albo winietki przez internet, czy też wykaligrafuje Ci je specjalnie ściągnięty do tego mistrz kaligrafii albo zakonny skryba - Tobie zajmie to tyle samo czasu. Czy kupisz serwetki w supermarkecie czy też wyhaftują Ci je koronczarki z Koniakowa - to również nie ma większego wpływu na harmonogram Twoich przygotowań. I tak będziesz musiała wybrać jeden z wielu interesujących projektów, przedstawić wykonawcy swoją wizję i wytłumaczyć o co Ci chodzi. Będziesz godzinami oglądać próbki, dyskutować z narzeczonym i radzić się znajomych, przyjaciółek i innych Panien Młodych. To samo zresztą tyczy się i wyboru sukni, biżuterii, butów, obrączek czy choćby weselnego menu - czy zdecydujesz się na frytki czy na kawior i tak będziesz musiała na wybór i akceptację potraw przeznaczyć tyle samo czasu.

Co więc pozostaje? Gdy już zdasz sobie sprawę z faktu, że właściwie nic nie przyspieszysz - pozostaje planowanie wszystkiego z wyprzedzeniem. Niezależnie od tego, co sobie wymyślisz, nie zostawiaj niczego na ostatnią chwilę, i jeśli naprawdę nie musisz się spieszyć, to daj sobie co najmniej kilkanaście miesięcy na wszystkie przygotowania.

To wszystko dotknie Cię dużo bardziej niż Ci się teraz wydaje.

Będziesz się przejmować drobiazgami, o które sama siebie nigdy byś nie podejrzewała. Bliscy będą Cię drażnić i denerwować - albo w ogóle nie będą podzielać Twego zainteresowania, albo też będą ustawicznie Cię rozpraszać jakimiś swoimi sprawami, w ogóle nie związanymi z Twoim Weselem (i jako takimi całkiem nieistotnymi). Będą na Ciebie dziwnie patrzeć, szeptać za plecami coś o jakiejś obsesji albo paranoi. Obsesja? Jaka znowu obsesja? No właśnie. Świadkowa nie będzie wystarczająco Cię wspierać i nie będzie chciała 15 raz szukać z Tobą odpowiednich pudełeczek na prezenty dla gości? Podłość ludzka nie zna granic.

Rozwiązanie: Zaakceputj fakt, że dla otoczenia Twoje zachowanie będzie się może wydawać lekko przesadzone. Jesteś rozentuzjazmowana i to jest OK, masz do tego pełne prawo. I jest zupełnie naturalne, że chcesz się swoją radością ze wszystkimi podzielić i wydaje Ci się, że wszyscy wokół myślą tak samo i oczekują tego samego. Ale nie zrzucaj tego na barki jednej, dwóch osób. Rozlej swoją pasję na możliwie wszystkich znajomych po trochu, na jedną osobę (poza oczywiście Tobą) to po prostu za wiele.

Słowa takie jak “klasyczny”, “dyskretna elegancja”, “prosta” itp. dla każdego znaczą co innego.

Niestety. Zamawiając “klasyczny” tort spodziewasz się prostych form i kształtów, a Pani w cukierni ujrzy oczyma wyobraźni stos cukrowych różyczek. Każda florystka na hasło “prosty ale elegancki bukiet” ujrzy w głowie zupełnie coś innego niż Ty. No i nawet nie próbuj zgadywać co na głowie Twojemu narzeczonemu urządzi fryzjer, gdy ktoś poprosi go o klasyczną fryzurę - skrzyżowanie Chopina z Mickiewiczem? Brr… Takich nieporomunień zdecydowanie wolisz uniknąć. I nie jest to na szczęście wcale trudne.

Pamiętaj - obraz więcej wart niż tysiąc słów. Pokaż na zdjęcach swoim dostawcom, co rozumiesz przez klasyczny, czym dla Ciebie jest elegancja itp. Miej pewność, że dobrze się rozumiecie, zaoszczędzisz sporo czasów i nerwów. Sobie i wszystkim wokół.

Zdarzy Ci się w zupełnie losowych (i z pozoru całkiem niewinnych) momentach rozpłakać z nerwów

Florystka powie Ci, że to nie jest sezon na peonie, a ty toniesz we łzach. Właściwie to nawet nie lubisz peonii ale i tak jesteś zdrugzotana wiadomością, że nie możesz ich mieć. Twoja matka przebąkuje coś o tym, że ojciec znowu wcale jej nie słucha a ty panikujesz, że twoje małżeństwo rozpadnie się po miesiącu. Narzeczony stanowczo protestuje przeciw muszce w grochy a Tobie wali się na głowę cały świat.

Tak się zdarza. Nie zwariowałaś. Ale może czas na odrobinę odpoczynku? Czasem po prostu trzeba sobie zrobić małą przerwę.

Zdarzy Ci się w zupełnie losowych (i z pozoru całkiem niewinnych) momentach zapłakać ze szczęścia.

Zobaczysz w jakimś zupełnie przypadkowym miejscu swój kolor przewodni i nagle toniesz we łzach. Ze szczęścia. Adresujesz koperty i między jedną ciocią a drugą popadasz w euforię. Płaczesz ze szczęścia przy reklamie nawozów rolniczych bo czyż może być coś piękniejszego niż bukiet polnych kwiatów na środku weselnych stołów? Rolnik szuka żony? Żony? Świat jest taki piękny…

Tak po prostu jest. Nie zwariowałaś. Ale może naprawdę czas na odrobinę odpoczynku?

Co najmniej raz pojawi się jakiś niespodziewany (i nie taki znowu drobny) wydatek.

A to pogoda płata figle (i trzeba zamówić np. parasole dla gości) a to okaże się, że w umowach z dostawcami nie uwzględniono wszystkich kosztów, ktore musicie ponieść (korkowe? zaiks?). Prędzej czy później coś sprawi, że Wasz budżet weselny trzeba będzie troszkę podrasować - po prostu coś, czego w Waszym budżecie w ogóle nie było nagle się tam pojawi. Tak samo z siebie.

Rozwiązanie: Nawet najlepiej ustawiony budżet musi mieć trochę luzu. Od razu dodaj ok. 5% na nieprzewidziane wydatki. Nie próbuj przewidywać co takiego może się zdarzyć - po prostu załóż, że tak będzie i już.

Narzeczony ogóle nie dba o to, co powinien.

Planowanie menu (aaa), wybór muzyki (zieeeww), prezenty dla gości weselnych (???). Twój Jedyny wygląda i zachowuje się jakby niespecjalnie wiedział co się dzieje, a jeśli już wykazuje jakieś zainteresowanie w kwestiach związanych z weselem, to ogranicza się to do alkoholu, samochodu i ewentualnie nocy poślubnej. Inne rzeczy działają na niego tak, jak nauki przedmałżeńskie - nawet najfajniejsze rzeczy (no przecież winietki są takie słodkie) prowokują tylko reakcje typu “co ja tutaj robię”?

Zapytaj, co On sam chce robić i naprawdę wysłuchaj, tego, co Ci odpowie. Może nie jest aż tak niezainteresowany jak to wygląda, tylko po prostu interesują go zupełnie inne aspekty przygotowań do Waszego ślubu. A może to urażona duma nie pozwala mu pokazać, że mu na czymś zależy? Może odniósł wrażenie, że tak naprawdę z Jego zdaniem i tak nikt się nie liczy? Zapytaj. I przyjmij do wiadomości odpowiedź.

Może też być tak, że rzeczywiście wcale nie jest zainteresowany. Ważna dla niego jesteś TY, a całe wesele traktuje po prostu jako coś, co robi dlatego, że Ty tego chcesz. Może jakoś to przeżyjesz. Będziesz z nim całe życie, ma być dobrym mężem a nie wedding plannerem.

Narzeczony przejmuje się takimi rzeczami, myśli o rzeczach, o które w życiu byś jej nie podejrzewała.

Czy to przy wyborze papieru na zaproszenia, czy przy Twoim bukiecie ślubnym, Twój przyszły mąż co najmniej raz zadziwi Cię wyrażając zdecydowane i stanowcze poglądy w kwestii, w której o jakiekolwiek poglądy w ogóle byś go nie podejrzewała. Sam by się zresztą po sobie tego nie spodziewał. I nie przyzna się do tego przed kolegami. Ale Ty będziesz pamiętać.

No cóż, ciesz się, że się chłopak rozwija. To przy Tobie, prawda? I to jeszcze przed ślubem…

Każdy (bez wyjątku) ma sprecyzowaną opinię na temat Twojego ślubu i wesela.

Kategoryczne stwierdzenia na temat planowania wesela, przygotowań do ślubu, atrakcji weselnych, muzyki, dekoracji i w ogóle wszystkiego co się ze ślubem wiąże, usłyszysz od osób, których nie tylko o opinię w tej sprawie nie prosiłaś, ale i których zdania pewnie w ogóle wolałabyś nie znać. Człowiek, który wniesie Ci szafę, hydraulik, mechanik w warsztacie samochodowym, ekspedientka w sklepie spożywczym, każdy, kto tylko się zorientuje, że planujesz wesele (a ludzie jakoś zazwyczaj to wyczuwają) czuje się zobowiązany, żeby udzielić Ci kilku dobrych rad. Każdy, kto sam bawił się na czyimś weselu po prostu najlepiej wie, jak powinno wyglądać Twoje. Nagle odkrywasz, że żyjesz w kraju, w którym każdy jest urodzonym wedding planerem.

Co robić? Nic. Ludzie z chęcią podzielą się swoimi opiniami, niezależnie od tego, jak bardzo nie przystawałyby do Twojej sytuacji. Słuchaj, uśmiechaj się, i rób swoje. Jak ktoś bardzo cię zdenerwuje przypomnij, że może swoje rady wykorzystać przy organizacji swojego wesela (albo swojej córki).

Z Ciebie (tak - z Ciebie) także przynajmniej jeden raz wyjdzie prawdziwa Bridezilla.

Może to trwać chwilę, a może i kilka tygodni. Ciebie też trafi. Obudzi się w Tobie potwór zwany Bridezillą. Będziesz przekonana, że kareta ciągnięta przez jednorożce i narzeczony wyskakujący w ślubnym garniturze ze spadochronem z helikoptera to rzeczy, które dzisiejszej kobiecie po prostu się należą. Właściwie, to podstawa należycie zorganizowanego wesela. Dlaczego nikt tego nie rozumie?

Takie chwile przyjdą - zawczasu poproś przyjaciółkę (taką, która nie boi się przywalić z grubej rury i nie owija w bawełnę), żeby nie wahała się zwrócić Ci uwagę. Jeśli usłyszysz “oszalałaś”? to znak, że trzeba troszeczkę przystopować. Można też przedstawić swój pomysł tym co płacą. Jeśli usłyszysz jakieś mamrotanie, unikanie wzroku, wzdychanie itp, to znak, że troszeczkę przeginasz.

Na szczęście - to zdarza się każdemu. Nawet najlepszym. I po krótkiej przerwie większość PM wraca do trzeźwego myślenia.

Czego i Tobie życzymy.

Największe "niespodzianki" przygotowań do ślubu.